Tak sobie myślę, że Dzień Mamy to takie jakby drugie urodziny. Ileś lat temu Twoje życie zmieniło się o 180 stopni już na zawsze. I chociaż uważam, że macierzyństwo jest piękne, to myślę, że w równym stopniu jest także i trudne.
Osobiście nie miałabym ochoty cofnąć się do moich początków. Chociaż… gdybym się cofnęła, może potrafiłabym odpuścić niektóre rzeczy, które spędzały mi sen z powiek?
Na przykład presję, że muszę ogarniać lepiej, bo inne mamy chadzają z dziećmi na spacerki, a ja siedzę w domu (z nieodkładalnym dzieckiem, ciesząc się, że w ogóle śpi).
Presję, że muszę wymyślać kreatywne zabawy (i poczucie winy, że tego nie robię).
Albo karmienie piersią – byłam mamą kpi (czyli karmiłam za pośrednictwem laktatora) i kosztowało mnie to niesamowicie dużo wysiłku. Ciągła logistyka, chodzenie z zegarkiem w ręku, kombinowanie jak zabawić dziecko, kiedy płacze a ja akurat odciągam pokarm, albo z kolei poświęcanie czasu w trakcie dziecięcej drzemki na sesję z laktatorem. I chociaż wiem, że było warto, to myślę, że dla swojego własnego zdrowia psychicznego drugi raz bym się na to nie pisała.
Może udałoby się tez odpuścić i pozwolić czuć pewien rodzaj frustracji, zmęczenie i smutek.
I nie stawiać znaku równości pomiędzy KOCHAM MOJE DZIECKO = CZUJĘ SIĘ SUPER W ROLI MAMY. Nie czułam się super (wtedy myślałam, że coś jest ze mną nie tak).
Dzisiaj jestem mamą z czteroletnim stażem. I dziś już wiem, że moje złe samopoczucie (złość, frustracja itp) jest w porządku. Że to wcale nie znaczy, że nie kocham!
I to samo chciałabym powiedzieć Tobie, droga Mamo! 💜
Jesteś wystarczająco dobra taka, jaka jesteś! 🙂
A jeśli masz ochotę sobie lub dziecku sprawić książkę „Mama się złości” (która przełamuje tabu i porusza temat złości rodzica), to do niedzieli 29. maja możesz kupić ją 15% taniej! W koszyku wpisz DZIENDZIECKA22. 🙂
